„Hanaszowie dla Strzelna”

Hanaszowie dla Strzelna – oto hasło przewodnie pierwszego dnia tegorocznych Europejskich Dni Dziedzictwa w Strzelnie. Spotkanie z przedstawicielami rodziny Hanaszów odbyło się 23 września w jednej z sal Urzędu Miejskiego. Prof. dr hab. Michał Hanasz mówił o zjawisku interferometrii, interferometrze oraz detekcji fal grawitacyjnych (Od interferometru Michelsona do detekcji fal grawitacyjnych). Zaczął od zaprezentowania sylwetki Alberta Abrahama Michelsona i okazało się, że w kręgach naukowych nazwisko urodzonego w Strzelnie noblisty najczęściej wymawia się z amerykańska, czyli… „Majkelson”.

Zapowiadana w materiałach informacyjnych przerwa na muzykę to występ zespołu Poturba. Mirosław Marczyński (kontrabas), Andrzej Kortas (śpiew, klarnet) i Piotr Barczak (śpiew, puzon, akordeon, skrzypce) zagrali na kujawską i „mniejszościową” nutę. Między innymi było coś z Oskara Kolberga, a także muzyka nawiązująca do mniejszości żydowskiej i ukraińskiej, obecnych w dziejach Strzelna. Jak zawsze u Poturby – profesjonalizm szedł w parze z inwencją twórczą.

Punktem kulminacyjnym była prezentacja książki Mariana Hanasza. Wystąpienie autora poprzedził Wiesław Woźnica z Miejskiej Biblioteki Publicznej w Strzelnie, który recenzując Rodzinę ze Strzelna, powiedział między innymi: Jestem naprawdę pod wrażeniem tego, co tu przeczytałem. Na koniec egzemplarze książek powędrowały do obecnych na spotkaniu przedstawicieli szkół z terenu gminy Strzelno. Niestety, nie wszystkie szkoły odpowiedziały na zaproszenie autora. Hasło Hanaszowie dla Strzelna nie wzbudziło też dużego zainteresowania wśród mieszkańców naszego regionu – prawie połowa uczestników wczorajszego spotkania to byli Hanaszowie, którzy do Strzelna zjechali z różnych części Polski.

***

W ramach Europejskich Dni Dziedzictwa w Strzelnie (organizator: Koło Polskiego Towarzystwa Historycznego w Strzelnie, współpraca: Urząd Miejski w Strzelnie, Miejska Biblioteka Publiczna w Strzelnie, Izba Kujawska im. J. W. Szulczewskiego i Szkoła Podstawowa w Strzelnie, Archiwum Państwowe w Bydgoszczy Oddział Inowrocław), na dzisiaj było zaplanowane otwarcie w Izbie Kujawskiej otwarcie wystawy Architektoniczne dziedzictwo Strzelna.

O Hanaszach, nie tylko ze Strzelna

Hanasz Marian, Rodzina ze Strzelna. Szkice i opowieści, Warszawa 2017

Marian Hanasz postanowił przedstawić dzieje swojej rodziny: Moja siostrzenica spytała mnie o jakieś szczegóły z życia Rodziny, chodziło o mojego dawno nieżyjącego Ojca. Zacząłem szukać, znajdowałem nowe wiadomości, korygowałem rodzinne legendy, zdobywałem informacje o innych członkach Rodziny. W pewnej chwili wydało mi się niezbędne osadzenie ich w świecie, w którym żyli, sądzę, że jakoś wyjaśniało to ich zachowanie (np. dlaczego ktoś ze Strzelna ożenił się w Zbarażu). Wypełnianie luk między wątkami wymagało poszukiwań archiwalnych, niezbędna okazała się weryfikacja znanych relacji. Początkowo miała to być jedna z rodzinnych „Czerwonych książeczek”, które dla potrzeb rodzinnych wydawałem w liczbie 10 – 20 egzemplarzy (niektóre wymieniam w „Źródłach”). W pewnej chwili stało się to zbyt obszerne i wtedy zacząłem myśleć o wydaniu książki.
Pisanie Rodziny ze Strzelna zajęło około 5 lat, kolejne 2 – szukanie wydawcy. Marian Hanasz: Uważam bowiem, że o wartości pracy decyduje to, ile ktoś jest gotów za nią zapłacić. No ale nikogo takiego nie znalazłem, więc stało się inaczej. Własnym sumptem wydrukował 250 ręcznie numerowanych egzemplarzy. Książki nie można kupić, zainteresowanych odsyłam do strzelneńskiej Miejskiej Biblioteki Publicznej albo do autora, który 23 września będzie w Strzelnie.
Dlaczego Rodzinę ze Strzelna warto przeczytać? Pan Marian nie stworzył peanu na cześć rodzeństwa, rodziców, ciotek, wujów czy dziadków. Szkoła, studia, służba wojskowa, kariera, biznes, działalność na rzecz wolnego kraju ojczystego, domowe zacisze, kredyt hipoteczny, choroba, nieuczciwość, nieślubne dziecko, samobójstwo, wizja bankructwa, rozwód. To wszystko tu jest. Hanaszowie, zwyczajna Rodzina ze Strzelna.
Solidna, budząca uznanie baza źródłowa i bardziej popularne niż naukowe ujęcie tematu, to atuty tej książki. Pan Marian potrafi zainteresować czytelnika losami swoich krewnych, naszą wiedzę na temat Strzelna wzbogaca o nowe fakty, może sprowokować do dyskusji (Józef Hanasz i powstanie wielkopolskie na Kujawach). A kiedy zaczyna odkrywać przed czytelnikiem historię Hanaszów, którą już mógł zapamiętać, robi się jeszcze ciekawiej, ponieważ wygrzebane z archiwów czy relacji rodzinnych fakty zaczynają się przeplatać z jego wspomnieniami. Szczególnie zyskały na tym opis życia rodziny znanego poznańskiego lekarza w okresie międzywojnia,

Wiele panujących w tym domu zwyczajów wydaje się dziś tak niezwykłych, że warto im poświęcić chwilę uwagi. Na przykład to, że co rano przychodził fryzjerczyk i golił Bolesława [ojciec pana Mariana – przyp. RB]. Odbywało się to – nie wiadomo czemu – w „stołowym” czyli w jadalni. Bolesław w tym czasie czytał gazetę, a „golarz” mydlił mu i skrobał brzytwą twarz, obcierając pianę o palec, a potem w poufałym geście łapał za nos, by naciągnąć skórę (strona 290).

Godziny obiadu i kolacji były stałe i święte. O wpół do drugiej cała rodzina czekała w „stołowym”, każdy za swoim krzesłem, czekając na pana domu. Przy kredensie stała pokojówka w białym fartuszku i białym „czółku”, która podawała potrawy. Po wejściu ojca odmawiano modlitwę i wtedy wszyscy siadali. Rodzice rozmawiali między sobą przy stole po niemiecku lub francusku. Dzieci i służba nie musiały wiedzieć, o czym mówią (strona 291).

W dniu swoich imienin ojciec rano przyjmował życzenia zasiadając na swoim stałym miejscu w „stołowym”. Dzieci podchodziły kolejno według starszeństwa (nazywało się to dziwnie: „po starszemu na gałąź”), każde recytowało swój wiersz i całowało solenizanta w rękę. Ani przy tej okazji, ani przy żadnej innej nie zdarzało się, by ojciec brał dzieci na kolana, nucił im piosenki lub z nimi rozmawiał. Podobny do groźnego Jowisza na chmurze, był instytucją. Od jego wyroków nie było odwołania (strona 294).

a później w okresie zawieruchy wojennej 1939-1945 (rzuciła ich do Warszawy).
Marian Hanasz niejako „rozprawił” / „rozliczył” się ze znienawidzonym przez siebie PeeReLem (nowy ustrój nie tylko pozbawił Hanaszów możliwości powrotu do świata sprzed 1939 roku – pośrednio przyczynił się do śmierci ojca autora Rodziny ze Strzelna), starszym przypominając, a młodszym odmalowując pełne absurdu, głupoty, brutalności i szarzyzny czasy „komuny” (Moja „komuna” była czasem błogiego dzieciństwa, ale takie sukcesy pamiętam: „Osiągnęłam dziś wielki sukces: przytaszczyłam aż 15 rolek papieru toaletowego!” (10 09 1983) – fragment dziennika Heleny, matki Mariana Hanasza; strona 495. A gdzie między innymi się wystawało ów papier? U zbiegu dzisiejszych Św. Ducha i Ścianki w Strzelnie, czyli przed sklepem mieszczącym się w domu od wielu, wielu lat należącym do rodziny Hanaszów). Tutaj jednak proporcje zostały zachwiane – za często bohaterów książki w tekście po prostu brakuje. Podobnie w części o nauce w pruskiej szkole i udziału przedstawicieli Rodziny ze Strzelna w pierwszej wojnie światowej (w tym przypadku za ten stan rzeczy zapewne odpowiada brak materiału źródłowego) oraz we fragmencie poświęconym wydarzeniom poprzedzającym wybuch powstania warszawskiego (zamiarem autora było wyrażenie swojego zdania na temat zasadności rozpoczęcia tego zrywu powstańczego, zaakcentowane już tytułem podrozdziału – Za pięć dwunasta; Marian Hanasz: To, co piszę o dniach przed Powstaniem Warszawskim, do niedawna było nie do wyrażenia w moim kręgu towarzyskim, dziś ludzie się na to odważają).

Wygrzebane z archiwum

Znowu się coś znalazło.
W oryginale każde ze zdjęć było w kolorze, zmieniłem też kontrast. Rok wykonania – widoczny.
Zdjęcie z roku 2010: proszę nie doszukiwać się żadnego drugiego dna (nie fotografowany obiekt się tu liczy).


2008

 

2008

 

2010

 

2014

Wiewióra

Czternasty dzień lipca roku 2017.
To już kolejne nasze spotkanie. Ale pierwszy raz tak blisko i – przede wszystkim – tak długo.

 


Śmierć owada

Piąty dzień lipca roku bieżącego, krótko przed godziną 15:00. Obiekt fotografowany znajdował się na dachu prywatnego samochodu osobowego. Trzeba było wrócić do domu po aparat – z około dwudziestu zdjęć wybrałem jedno.


Wierszoklet „[bez tytułu]”

[pierwotnie: zapiskimuzyczne.pl, wpis z 02.06.2017]

Wierszoklet napisany w  w maju tego roku [2017]: [bez tytułu]

Niewiele umiem,
a wiedzieć chciałbym jeszcze mniej.
Wschód słońca, południe, księżyc i sen.
Od piania do piania –
drwa narąbać, upiec chleb.
Napić się, coś zjeść.
Buty za kurę,
korale za śpiew.

Niewiele umiem,
a wiedzieć chciałbym jeszcze mniej.
Jedna droga, w nieznane,
kilka drzew.
Wschód słońca, południe, księżyc i sen…